Historia Mojego ADHD
Miałam jeden ułamek minuty, jedną ulotną chwilę, kiedy mój mózg się wyciszył. Wtedy po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak — że tak, jak się czuję na co dzień, w szalejącej burzy myśli, w chaosie informacji — wcale tak być nie musi. Chciałabym tak się czuć zawsze… a miałam to tylko na moment.
Pamiętam jak wyszłam wtedy z apteki. Zatrzymałam się na chodniku, a świat wokół pędził — ruch uliczny szumiał, przechodnie się mijali — a we mnie… była cisza. Czysta, mocna, tak inna od zwykłego szumu w mojej głowie. Stałam tak, chłonąc ten stan. Pomyślałam sobie: „A gdyby tak wyglądał świat na co dzień?”.
Nie miałam pojęcia, czy to była iluzja, czy skutek jakichś tabletek lub suplementów, których nawet sobie już nie przypominam. Coś na moment wyciszyło szalejące neurony… a potem o tym zapomniałam. 😊 Ruszyłam w stronę domu, wracając w swoje zwykłe życie.
Jestem wdzięczna, że w samym środku samotności, w dniach pełnych trosk, w próbach zrozumienia, dlaczego tak mocno się od wszystkich różnię, dostałam diagnozę: ADHD. To była ulga. Nagle wszystkie puzzle się ułożyły — to, jak się czuję, jak funkcjonuję, jak mocno się staram, a mimo to w wielu sytuacjach się gubię.
Czułam się inna. Tak jakbym miałam inne wnioskowanie, inne postrzeganie, inne „zdolności”— parazdolności — które mogą być mocne i wartościowe, o ile się je zrozumie i szlifuje.
Dzisiaj, po wielu doświadczeniach, siedzę w pokoju wśród moich zawodowych kolegów i… wiem, że się w to otoczenie zwyczajnie nie wpasowuję. Pomimo doświadczenia, empatii i wielu umiejętności, to po prostu nie jest droga, którą miałam podążać. Nie jestem jak oni.
Wracam często w myślach do dzieciństwa. Tak wiele byłoby inaczej, gdyby świadomość o ADHD była powszechna. Gdyby moi rodzice, nauczyciele, całe otoczenie, potrafili zarządzić szalejącym w moim umyśle światem… Tak mocno szłam pod prąd, działając pod wpływem impulsu, szukając własnej drogi, często na oślep.
Nie miałam szansy nauczyć się, jak sobie radzić. Kierowałam się emocjami, szarpałam się, miałam w sobie przymus, by przestawiać świat na „mój” tor. Nie wspominając o całej gamie przypadkowych zachowań, które często szokowały nawet mnie samą.
Dzisiaj, w tym momencie, jestem szczęśliwa. Mogę wreszcie bezpiecznie wyruszyć w podróż — w przeszłość i w przyszłość — zaglądając w głąb swojego umysłu. Tak innego od wielu, tak mocnego na swój sposób. Tak jak się od siebie fizycznie różnimy, tak i nasze mózgi mają swoje wersje, swoje światy.
Nie jestem gorsza. Jestem po prostu inna. I tak… gotowa, by wreszcie pokazać światu, jak wygląda świat widziany moimi oczami.
Komentarze
Prześlij komentarz